po nową lodówkę. Tak mi powiedział dziś lodówkowy lekarz. Naprawić można, owszem, ale na jak długo... być może nie zdążyłby nawet wypisać rachunku za usługę. Kurcze... lodówka miała niewiele ponad 3 lata!
Zatem nie ma rady, czeka mnie upojny weekend: wycieczki po sklepach z agd... wrrr...
czwartek, 10 grudnia 2009
wtorek, 8 grudnia 2009
Wiem, wiem...
zaniedbałam bloga.... przypomniano mi o tym delikatnie w niedzielę na spotkaniu w Szarotkowie ... :-)
Na swoje usprawiedliwienie mogę powiedzieć tylko tyle, że mało ciekawe by było zamieszczanie w kółko zdjęć z kominami, różniącymi się między sobą kolorami i nieznacznie wymiarami.
Ale teraz jestem na etapie chust. Jedna już prawie gotowa. Potrzebuje jeszcze "wykończenia". Waham się między frędzelkami a falbanką....
Druga się robi.... mam połowę i chwilę musi zaczekać.
Bo ja na razie walczę z awariami w mieszkaniu. Dlaczego to zawsze "seriami" mi się przytrafia... Wczoraj dwie godziny szukałam karty gwarancyjnej lodówki, bo okazało się że jak nie podam w serwisie modelu lodówki i numeru fabrycznego, to nikt się za nią nie zabierze. I nieważne, że to już dawno po okresie gwarancyjnym i płacić będę za naprawę. Kartę znalazłam i owszem. Leżała w segregatorze, na swoim miejscu. Ale raczyłam ją zauważyć przeglądając po raz trzeci ten sam plik dokumentów. To się chyba nazywa, że diabeł ogonem nakrył...
Czekam też na wiadomość od fachowca od połamanych klamek przy drzwiach balkonowych i niegrzecznych okien.
Koniec roku zwykle nastraja na robienie porządków i załatwianie zaległości. Zatem najbliższy weekend planuję poświęcić na uporządkowanie wszystkich papierów zalegających półki, bo podczas wczorajszych poszukiwań stwierdziłam, że sporo tego niepotrzebnie zajmuje miejsce. Kiedy tego tyle się nazbierało....rany...
A jak już wyrzucę te tony makulatury, to miejsce na włóczki się znajdzie.. hehehe..
No dobra, żartowałam.... W tym roku postanowiłam już NicNieKupowaćChoćbyNieWiemCo!
Bo inaczej naprawdę nawet z tej zepsutej lodówki włóczka zacznie mi się wysypywać.
A na razie czekam na mój prezent Mikołajowo-Gwiazdkowy, który sama sobie zafundowałam. A co! W końcu byłam grzeczna, prawda?
Jadą do mnie śliczne KnitPro....

Może już dziś będzie awizo..?
Na swoje usprawiedliwienie mogę powiedzieć tylko tyle, że mało ciekawe by było zamieszczanie w kółko zdjęć z kominami, różniącymi się między sobą kolorami i nieznacznie wymiarami.
Ale teraz jestem na etapie chust. Jedna już prawie gotowa. Potrzebuje jeszcze "wykończenia". Waham się między frędzelkami a falbanką....
Druga się robi.... mam połowę i chwilę musi zaczekać.
Bo ja na razie walczę z awariami w mieszkaniu. Dlaczego to zawsze "seriami" mi się przytrafia... Wczoraj dwie godziny szukałam karty gwarancyjnej lodówki, bo okazało się że jak nie podam w serwisie modelu lodówki i numeru fabrycznego, to nikt się za nią nie zabierze. I nieważne, że to już dawno po okresie gwarancyjnym i płacić będę za naprawę. Kartę znalazłam i owszem. Leżała w segregatorze, na swoim miejscu. Ale raczyłam ją zauważyć przeglądając po raz trzeci ten sam plik dokumentów. To się chyba nazywa, że diabeł ogonem nakrył...
Czekam też na wiadomość od fachowca od połamanych klamek przy drzwiach balkonowych i niegrzecznych okien.
Koniec roku zwykle nastraja na robienie porządków i załatwianie zaległości. Zatem najbliższy weekend planuję poświęcić na uporządkowanie wszystkich papierów zalegających półki, bo podczas wczorajszych poszukiwań stwierdziłam, że sporo tego niepotrzebnie zajmuje miejsce. Kiedy tego tyle się nazbierało....rany...
A jak już wyrzucę te tony makulatury, to miejsce na włóczki się znajdzie.. hehehe..
No dobra, żartowałam.... W tym roku postanowiłam już NicNieKupowaćChoćbyNieWiemCo!
Bo inaczej naprawdę nawet z tej zepsutej lodówki włóczka zacznie mi się wysypywać.
A na razie czekam na mój prezent Mikołajowo-Gwiazdkowy, który sama sobie zafundowałam. A co! W końcu byłam grzeczna, prawda?
Jadą do mnie śliczne KnitPro....
Może już dziś będzie awizo..?
środa, 4 listopada 2009
Przepis na tubę bez szwu z rolowanym brzegiem
Składniki:
ok. 16-18 dkg miękkiej włóczki na druty nr 4,5-5
druty z żyłką długości 40-50 cm odpowiednie do grubości włóczki
dwa wieczory z dobrym filmem lub e-bookiem lub ulubioną muzyką (jak kto woli).
Nabieramy krzyżowo 97 oczek (ja przerabiam oczka dość luźno, z tej ilości oczek wychodzi mi szal o obwodzie 60 cm, robiony jerseyem), łączymy w kółeczko przerabiając oczka brzegowe razem w jedno. Ten sposób podejrzałam kiedyś na jakimś filmiku instruktażowym - wychodzi bardzo równy brzeg i po schowaniu nitki zupełnie nie widać gdzie zaczyna się okrążenie. No i lecimy wybranym wzorem naokoło do potrzebnej długości (moje tuby mają 58-60 cm). Zakańczamy, chowamy nitki i gotowe :-)
ok. 16-18 dkg miękkiej włóczki na druty nr 4,5-5
druty z żyłką długości 40-50 cm odpowiednie do grubości włóczki
dwa wieczory z dobrym filmem lub e-bookiem lub ulubioną muzyką (jak kto woli).
Nabieramy krzyżowo 97 oczek (ja przerabiam oczka dość luźno, z tej ilości oczek wychodzi mi szal o obwodzie 60 cm, robiony jerseyem), łączymy w kółeczko przerabiając oczka brzegowe razem w jedno. Ten sposób podejrzałam kiedyś na jakimś filmiku instruktażowym - wychodzi bardzo równy brzeg i po schowaniu nitki zupełnie nie widać gdzie zaczyna się okrążenie. No i lecimy wybranym wzorem naokoło do potrzebnej długości (moje tuby mają 58-60 cm). Zakańczamy, chowamy nitki i gotowe :-)
wtorek, 27 października 2009
Dziękuję
Wam wszystkim za miłe słowa! Mnie też kominy kojarzą z czasami kiedy spod lady kupowało się aniteks albo wiskozę, albo pruło stare swetry. W tym czasie "nieuchronnie zbliżałam się do pełnoletności" ;-). Może dlatego teraz miałam lekkie opory żeby tubę wydziergać, ale dzięki świetnym włóczkom, przekonałam się do nich całkowicie :-)
Przemku, masz rację, te turkusy i niebieskości to Padisah. Bardzo fajna włóczka!
Szara tuba to LINATE.
A wczoraj wieczorem sąsiadka przytargała mi paczki z włóczkami, które jej listonosz wcisnął :-) Fajnie, że nie musiałam biegać z awizo na pocztę w tym deszczu, tylko od razu zabrałam się za rozpakowywanie i oglądanie nowych zdobyczy.
Mam śliczne, miękkie i kolorowe motki MAGIC (100% wełna)- cieplutkie, wesołe tuby z niej będą :-)
Na próbę wzięłam też tweedową ciemną czerwień i dwa rodzaje angory cieniowanej. Ta ostatnia ciut mnie rozczarowała co do oczekiwanej przytulności, ale po płynie zmiękczającym, myślę że powinno być ok.
No i te próbki z kid moherem..... oj coś czuję że mnie też Szal-eństwo ogarnie.
W drugie paczce przyjechał cieniowany kid moher w trzech gamach kolorystycznych na szale właśnie....
Jeszcze tylko jakby gdzieś wagon międzyczasu dorwać i te wszystkie pomysły zrealizować... :-)
W weekend zmieniłam całkowicie klimaty robótkowe i z największą przyjemnością uczestniczyłam w spotkaniu ciotek Kołderkowych. Moja pierwsza zapasowa kołderka, którą "męczę" od lipca wreszcie ma szansę być ukończona. Jeszcze tylko skończyć pikowanie boczków i przyszyć lamówkę i będzie finito! Nie ma to jak rozmowa z doświadczonymi krawcowymi :-) Bo opisywanie choćby najdokładniejsze, to jednak nie to..
Przemku, masz rację, te turkusy i niebieskości to Padisah. Bardzo fajna włóczka!
Szara tuba to LINATE.
A wczoraj wieczorem sąsiadka przytargała mi paczki z włóczkami, które jej listonosz wcisnął :-) Fajnie, że nie musiałam biegać z awizo na pocztę w tym deszczu, tylko od razu zabrałam się za rozpakowywanie i oglądanie nowych zdobyczy.
Mam śliczne, miękkie i kolorowe motki MAGIC (100% wełna)- cieplutkie, wesołe tuby z niej będą :-)
Na próbę wzięłam też tweedową ciemną czerwień i dwa rodzaje angory cieniowanej. Ta ostatnia ciut mnie rozczarowała co do oczekiwanej przytulności, ale po płynie zmiękczającym, myślę że powinno być ok.
No i te próbki z kid moherem..... oj coś czuję że mnie też Szal-eństwo ogarnie.
W drugie paczce przyjechał cieniowany kid moher w trzech gamach kolorystycznych na szale właśnie....
Jeszcze tylko jakby gdzieś wagon międzyczasu dorwać i te wszystkie pomysły zrealizować... :-)
W weekend zmieniłam całkowicie klimaty robótkowe i z największą przyjemnością uczestniczyłam w spotkaniu ciotek Kołderkowych. Moja pierwsza zapasowa kołderka, którą "męczę" od lipca wreszcie ma szansę być ukończona. Jeszcze tylko skończyć pikowanie boczków i przyszyć lamówkę i będzie finito! Nie ma to jak rozmowa z doświadczonymi krawcowymi :-) Bo opisywanie choćby najdokładniejsze, to jednak nie to..
poniedziałek, 19 października 2009
Kilka zdjęć
Niestety, nie porażają te foty swoją jakością, ale myślę że pora roku i dostępne światło usprawiedliwiają.
Trochę mitenek i dwa szale - kominy czy tuby jak kto woli. Zrobione dzięki bezsenności...
Wystawiłam je na Allegro. Może się coś sprzeda i zasilę nadszarpnięty budżet domowy, bo w sobotę niestety znów byłam w "paszczy lwa" i wróciłam z trzema kilogramami włóczki do przerobienia. To chyba trzeba leczyć...?
Taką tubę zrobię też dla siebie. Jest niesamowicie przytulna i cieplutka. I wygodna! Co dla mnie ma kolosalne znaczenie. A że ciągle chodzę zimą bez czapki, bo w każdej wyglądam koszmarnie, to wydaje się być dobrą alternatywą. Tylko muszę się na kolor zdecydować.






Trochę mitenek i dwa szale - kominy czy tuby jak kto woli. Zrobione dzięki bezsenności...
Wystawiłam je na Allegro. Może się coś sprzeda i zasilę nadszarpnięty budżet domowy, bo w sobotę niestety znów byłam w "paszczy lwa" i wróciłam z trzema kilogramami włóczki do przerobienia. To chyba trzeba leczyć...?
Taką tubę zrobię też dla siebie. Jest niesamowicie przytulna i cieplutka. I wygodna! Co dla mnie ma kolosalne znaczenie. A że ciągle chodzę zimą bez czapki, bo w każdej wyglądam koszmarnie, to wydaje się być dobrą alternatywą. Tylko muszę się na kolor zdecydować.




niedziela, 18 października 2009
..........
Dużo się działo przez ostatnie dwa tygodnie - ale zawodowo. Na tyle dużo, że z jednej strony nie bardzo wiem kiedy ten czas minął, a z drugiej tyle tego było i tak intensywnie, że mam wrażenie, że to nie dwa tygodnie a pół roku...
Wracałam do domu tak wyeksploatowana, że na robótki niewiele mi energii pozostało.
Ale jednak.... Kiedy o 2 w nocy budziły mnie koty dopominając się swojej porcji miziania, to wybudzona czasem coś tam podłubałam zanim sen wrócił...
Mam kilka par mitenek i coś jeszcze :-)
Zdjęcia muszę zrobić, ale jak? Jest tak ponuro i ciemno... A z lampą to jednak nie to...
Nic tylko zakopać się w koc na kanapie z przytulonym mruczącym i grzejącym kotem i czekać na wiosnę...
Wracałam do domu tak wyeksploatowana, że na robótki niewiele mi energii pozostało.
Ale jednak.... Kiedy o 2 w nocy budziły mnie koty dopominając się swojej porcji miziania, to wybudzona czasem coś tam podłubałam zanim sen wrócił...
Mam kilka par mitenek i coś jeszcze :-)
Zdjęcia muszę zrobić, ale jak? Jest tak ponuro i ciemno... A z lampą to jednak nie to...
Nic tylko zakopać się w koc na kanapie z przytulonym mruczącym i grzejącym kotem i czekać na wiosnę...
sobota, 3 października 2009
Niebiezpieczne miejsca w okolicy.....
Niedaleko mojego domu jest takie miejsce. W zasadzie bardzo blisko... jakieś 150 metrów... Miejsce jest niebezpieczne i to bardzo - dla mojej kieszeni. To hurtownia pasmanteryjna.
Poszłam tam dzisiaj sprawdzić jakie mają w tym sezonie włóczki. Mam kilka pomysłów i jakbym dostała odpowiednią włóczkę, to może nawet bym te pomysły zrealizowała.... W planach zakupowych były też małe koraliki szklane do wrabiania w dzianinę. No ale wizyta w paszczy lwa skończyła się zgoła inaczej.
Owszem, zakupiłam włóczkę - ale takiej nie planowałam... To wełna 100%

I zupełnie przypadkowo, zauważyłam na stojaku nożyce krawieckie ząbkowane. Jakiś czas temu mało nie zaliczyłam gleby jak usłyszałam cenę takich nożyc w pasmanterii Bocian w Galerii Mokotów.
A dziś stałam się ich szczęśliwą posiadaczką za 1/4 ceny sklepowej. Jupi!!!

Wróciłam z pustym portfelem, a koralików dalej nie mam.....
Muszę przeszukać gruntownie dom, przecież gdzieś takie małe szklane niebieskie były!!! Idę przewracać dom do góry nogami :-)
Poszłam tam dzisiaj sprawdzić jakie mają w tym sezonie włóczki. Mam kilka pomysłów i jakbym dostała odpowiednią włóczkę, to może nawet bym te pomysły zrealizowała.... W planach zakupowych były też małe koraliki szklane do wrabiania w dzianinę. No ale wizyta w paszczy lwa skończyła się zgoła inaczej.
Owszem, zakupiłam włóczkę - ale takiej nie planowałam... To wełna 100%
I zupełnie przypadkowo, zauważyłam na stojaku nożyce krawieckie ząbkowane. Jakiś czas temu mało nie zaliczyłam gleby jak usłyszałam cenę takich nożyc w pasmanterii Bocian w Galerii Mokotów.
A dziś stałam się ich szczęśliwą posiadaczką za 1/4 ceny sklepowej. Jupi!!!
Wróciłam z pustym portfelem, a koralików dalej nie mam.....
Muszę przeszukać gruntownie dom, przecież gdzieś takie małe szklane niebieskie były!!! Idę przewracać dom do góry nogami :-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)