niedziela, 8 kwietnia 2012
wtorek, 20 marca 2012
Od czapy
ten wpis o tej porze wiosennej... :-)
Ale inne czapy, które powstały w ostatnim sezonie grzewczym też chcę tu pokazać.
Męska duża prosta czapka z włóczki Regia Silk. Powstała z jednego motka czarnej i odrobiny ciemnowiśniowej włóczki.
Następna to znana już tweedowa lady. Tym razem z "Hamelton tweed" BC Garn w kolorze granatowym z turkusowymi nopkami(HX01). Włóczkę wybrała klientka. Świetna jest. Tyle że te supełki w każdym motku... jak na taką cenę to producent odwala fuszerkę... oj...
Robiłam z tej włóczki komplet czapka + szal. Zużycie: 7 motków/50g. I w każdym motku był co najmniej jeden supełek.
i szal - zdecydowanie muszę się nauczyć fotografowania szali ...
Kolejna wersja Poppy, tym razem z Lanagold Batic Design:
Za "ozdobę" robi tu duży guzik w formie kwiatka. Kupiłam kiedyś kilka takich guzików w hurtowni. Ale z jakim projektem to było związane... nie pamiętam. A teraz użyłam ich do kilku czapek Poppy, np. tu:
Bardzo dziękuję za odwiedziny i komentarze pod poprzednim postem !
Następnym razem będzie o chustach z ostatnich kilku miesięcy :-)
Ale inne czapy, które powstały w ostatnim sezonie grzewczym też chcę tu pokazać.
Męska duża prosta czapka z włóczki Regia Silk. Powstała z jednego motka czarnej i odrobiny ciemnowiśniowej włóczki.
Następna to znana już tweedowa lady. Tym razem z "Hamelton tweed" BC Garn w kolorze granatowym z turkusowymi nopkami(HX01). Włóczkę wybrała klientka. Świetna jest. Tyle że te supełki w każdym motku... jak na taką cenę to producent odwala fuszerkę... oj...
Robiłam z tej włóczki komplet czapka + szal. Zużycie: 7 motków/50g. I w każdym motku był co najmniej jeden supełek.
i szal - zdecydowanie muszę się nauczyć fotografowania szali ...
Kolejna wersja Poppy, tym razem z Lanagold Batic Design:
Za "ozdobę" robi tu duży guzik w formie kwiatka. Kupiłam kiedyś kilka takich guzików w hurtowni. Ale z jakim projektem to było związane... nie pamiętam. A teraz użyłam ich do kilku czapek Poppy, np. tu:
Bardzo dziękuję za odwiedziny i komentarze pod poprzednim postem !
Następnym razem będzie o chustach z ostatnich kilku miesięcy :-)
sobota, 3 marca 2012
Coś miłego dla siebie samej w Dniu Kobiet
Ja mam taki pomysł: pójść z psiapsiółkami na wernisarz:
i pozachwycać się :-)
Te kolory ach!... aż mi się chce odkurzyć maszynę do szycia :-)
Ubolewam że to dla Warszawy i okolic (z powodów logistycznych)
i pozachwycać się :-)
Te kolory ach!... aż mi się chce odkurzyć maszynę do szycia :-)
Ubolewam że to dla Warszawy i okolic (z powodów logistycznych)
wtorek, 21 lutego 2012
Ślimak ślimaka ślimakiem pogania....
Post "sponsorowany" przez porządki w folderach ze zdjęciami.
Ostrzegam, nuudno będzie.... same foty... Cały sezon dłubię te czapki jedna po drugiej. Oczywiście z przerwami na inne projekty. Dzięki "ślimaczkom" polubiłam kitchenera - naprawdę warto. Już kilka rzeczy tak zszywałam i bardzo mi się ta metoda podoba. Może polubię zszywanie...? To dopiero byłby numer ;-)
No dobra, to teraz fotki. Wrzucam w kolejności dziergania. Pomijam powtórki z tej samej włóczki :-)
hmmm... to chyba wszystkie sztuki z tego fasonu, które zdążyłam sfocić. Użyte włóczki to Padisah Himalaya, Sarayli Rozetti, Lanagold BD Alize, Azteca Katia, szwajcarska mieszanka akrylu i wełny "no name", Country Tweed Cheval Blanc, Regina Elian.
Wszystkie, oprócz Katii robione drutami nr 4. Dzięki temu dość ścisłemu przerabianiu nitki, czapki są ciepłe, zachowują fason i nie mechacą się. Sama noszę jedną (z Padisaha) i naprawdę nie mogę złego słowa powiedzieć o jej stanie - wygląda prawie jak nowa :-)
Następnym razem pokażę inne fasony wydłubane w przerwach między ślimaczkami.
Aha - bardzo jestem zdziwiona, ale ten model czapki jeszcze wcale mi się nie znudził. Dziwne to bardzo, bo przy robieniu jednego swetra czy bluzki, w połowie roboty najchętniej bym ją rzuciła, bo mi się nudzi... a tu ... czary jakieś czy co...
Ostrzegam, nuudno będzie.... same foty... Cały sezon dłubię te czapki jedna po drugiej. Oczywiście z przerwami na inne projekty. Dzięki "ślimaczkom" polubiłam kitchenera - naprawdę warto. Już kilka rzeczy tak zszywałam i bardzo mi się ta metoda podoba. Może polubię zszywanie...? To dopiero byłby numer ;-)
No dobra, to teraz fotki. Wrzucam w kolejności dziergania. Pomijam powtórki z tej samej włóczki :-)
hmmm... to chyba wszystkie sztuki z tego fasonu, które zdążyłam sfocić. Użyte włóczki to Padisah Himalaya, Sarayli Rozetti, Lanagold BD Alize, Azteca Katia, szwajcarska mieszanka akrylu i wełny "no name", Country Tweed Cheval Blanc, Regina Elian.
Wszystkie, oprócz Katii robione drutami nr 4. Dzięki temu dość ścisłemu przerabianiu nitki, czapki są ciepłe, zachowują fason i nie mechacą się. Sama noszę jedną (z Padisaha) i naprawdę nie mogę złego słowa powiedzieć o jej stanie - wygląda prawie jak nowa :-)
Następnym razem pokażę inne fasony wydłubane w przerwach między ślimaczkami.
Aha - bardzo jestem zdziwiona, ale ten model czapki jeszcze wcale mi się nie znudził. Dziwne to bardzo, bo przy robieniu jednego swetra czy bluzki, w połowie roboty najchętniej bym ją rzuciła, bo mi się nudzi... a tu ... czary jakieś czy co...
niedziela, 29 stycznia 2012
Dwa lata czekały
te rękawiczki na dokończenie. Powstały z resztek Magica. Nawet udało mi się dość symetrycznie z kolorami:
I brakowało mi czegoś w nich. Takie niedokończone były... a że nie miałam pomysłu, trafiły na dno szuflady.
Po jakimś czasie odkopałam je przeglądając zawartość swoich skarbów. I dalej były niedokończone, ale już wpadłam na pomysł co z tym niedokończeniem począć! Tyle, że ani narzędzi, ani umiejętności do tego co umyśliłam popełnić.
Minął kolejny rok. Wreszcie zaopatrzyłam się w narzędzia. Trochę potrenowałam. I zrobiłam. Trochę krzywo, trochę niesymetrycznie.
Ale ma to swój urok :-)
A już na pewno w niczym nie przypomina seryjnych wyrobów z sieciówek.
Oto one. Jedyne i niepowtarzalne :-)
Bardzo szybko znalazły nosiciela :-) To chyba znaczy że mogę dalej tak eksperymentować ?
I brakowało mi czegoś w nich. Takie niedokończone były... a że nie miałam pomysłu, trafiły na dno szuflady.
Po jakimś czasie odkopałam je przeglądając zawartość swoich skarbów. I dalej były niedokończone, ale już wpadłam na pomysł co z tym niedokończeniem począć! Tyle, że ani narzędzi, ani umiejętności do tego co umyśliłam popełnić.
Minął kolejny rok. Wreszcie zaopatrzyłam się w narzędzia. Trochę potrenowałam. I zrobiłam. Trochę krzywo, trochę niesymetrycznie.
Ale ma to swój urok :-)
A już na pewno w niczym nie przypomina seryjnych wyrobów z sieciówek.
Oto one. Jedyne i niepowtarzalne :-)
Bardzo szybko znalazły nosiciela :-) To chyba znaczy że mogę dalej tak eksperymentować ?
środa, 28 grudnia 2011
środa, 23 listopada 2011
Subskrybuj:
Posty (Atom)



