poniedziałek, 6 lipca 2009

Burzliwe początki

Oj się działo się :-) I w przenośni, i dosłownie.
W strugach potężnej ulewy przybywały kolejne osoby na pierwsze spotkanie robótkowe.
O zabraniu ze sobą aparatu fotograficznego oczywiście zapomniałam. Na szczęście innym, mniej rozkojarzonym się to nie przytrafiło :-)
Np. u Justyny można obejrzeć zdjęcia .

I wiem już, że umiem nabierać oczka krzyżowo! Umiałam. Tylko nie byłam tego pewna.

Następne spotkanie w sierpniu. Zapowiada się jednak przesunięcie terminu, bo jeżeli nic się nie zmieni, 30 lipca wyjeżdżam na urlop :-) Jak już będę pewna terminów - przeprowadzę akcję informacyjną :-)

Poszukuję chętnych do współredagowania bloga naszej grupy. Sama niestety nie dam rady i ze względu na czas jaki trzeba temu poświęcić, też i dlatego, że nie mam zdolności kronikarskich niestety.... co widać zresztą po poziomie tekstów na tym blogu. Polonista mógłby sobie nieźle poużywać.... Ale przecież nie można być uzdolnionym we wszystkim ;-)

A z zaległych robótek - poncho a'la Dagny:



Zrobione na drutach nr 3,5 z włóczki akrylowej o splocie cable wyciągniętej z zapasów.
Robiłam je z przeznaczeniem na prezent imieninowy dla poncholubnej Cioteczki :-) Skończyłam dzierganie i owszem, nawet sporo przed terminem, aż tu nagle klops! No nie miałam kiedy uprać go i wysuszyć. Bałam się, że przez tę wilgotną pogodę szybciej mi zakwitnie pleśnią niż wyschnie. Prezent trafi do solenizantki z opóźnieniem.

Poncho bardzo spodobało się też mojej przyjaciółce, która była u mnie z wizytą w ostatnią sobotę. Zatem zapowiada się "powtórka z rozrywki". Muszę tylko nabyć zieloną włóczkę, bo tę którą miałam zużyłam w całości. Zostało dosłownie kilka metrów. Wzór jest miły i łatwy do dziergania podczas oglądania filmu, zatem z przyjemnością zrobię "ripleja".

niedziela, 28 czerwca 2009

Najmłodsza w rodzinie :-)

Maj upłynął mi pod znakiem wizyty Joasi. No dobra, jej rodzice byli małym dodatkiem ;-)



Mała, pogodna istotka, której nawet ząbkowanie czy niewygody podróży nie psują na długo humoru. Inna sprawa, że jest oczkiem w głowie rodziców :-)
I tak czas minął niepostrzeżenie. Wizyta skróciła się nagle o dwa tygodnie, bo moja Siostra w ciągu jednej nocy zmieniła diametralnie plany, porzuciła zamiar odwiedzania pozostałej części familii i stwierdziła że ona chce już "do domu".
Tak więc znowu na czas jakiś pozostaje mi Skype i oglądanie zdjęć.



Z tematów robótkowych z tego czasu: spotkałam się z dziewczynami na Polu Mokotowskim, "świętując" 14 czerwca Światowy Dzień Robótkowania Publicznego. Postanowiłyśmy kontynuować te spotkania. Warto raz na jakiś czas pobyć wśród osób o podobnych zainteresowaniach, podpatrzeć robótki (nie tylko te druciane), pouczyć się, poinspirować. Będziemy się spotykać w każdą pierwszą niedzielę miesiąca. Zainteresowanych zapraszam na forum

W międzyczasie dłubię powolutku kilka rzeczy. Postaram się w ciągu kilku najbliższych dni pokazać to co skończyłam i to co zaczęłam:-)

czwartek, 14 maja 2009

Mus wiśniowy

to tytuł spektaklu dyplomowego Studium Aktorskiego przy Teatrze Śląskim w Katowicach.
W przedstawieniu tym według tekstów Agnieszki Osieckiej do muzyki Macieja Małeckiego wystąpiła sukienka zrobiona przeze mnie.... Premiera odbyła się 12 maja br. czyli dwa dni temu.


















sukienkę zrobiłam z czarnej i białej Loreny. Druty nr 4.
Zdjęcia ze spektaklu premierowego można obejrzeć tutaj.

Eve-Jank bardzo dziękuję Ci za zaproszenie do blogowej zabawy, ale ja jej nie będę kontynuować, bo.... nie mam nic ciekawego do napisania o sobie.

piątek, 1 maja 2009

Pierwszomajowe Chelsea buns

A co! Jak święto, to święto!
Uwielbiam ciasto drożdżowe, więc takie bułeczki dziś rano upiekłam :)

















Proszę się częstować ! Wystarczy dla Wszystkich, a jak ktoś sam chce spróbować, to przepis jest u Dorotus

Polecam również przewspaniały tort czekoladowy . W poprzedni weekend na warszawskim spotkaniu szyciowym Kołderkowych Cioteczek, dwa takie torty wyparowały w ciągu 7 minut!

Przemku! Dziękuję za wyróżnienie, sprawiłeś mi ogromną niespodziankę. Niestety nie udaje mi się zostawić komentarza na Twoim blogu...

poniedziałek, 6 kwietnia 2009

Miś o Bardzo Małym Rozumku




Kubuś dziś zamieszkał na Małą Chwilkę w mojej szufladzie, i już całkiem niedługo ruszy w daleką podróż do Kołderkowa.

niedziela, 29 marca 2009

Fabryka sześcianów

Znalazłam zastosowanie dla moich zapasów resztek włóczek skarpetkowych. Mam ich chyba ponad 2 kg (dlaczego ja ciągle zachowuję się jak włóczkowa kleptomanka???) . Jakiś czas temu przeglądałam Ravelry i "natchło" mnie.
I teraz, jak mam nastrój to tak sobie dłubię.....

Co prawda kolorystycznie i deseniowo to jeden wielki misz-masz. Zresztą po wyglądzie motka ciężko się domyślić jaki wzór powstanie. Na razie mam fajną zabawę z samego dziergania, bo każdy sześciokąt jest niespodzianką.














Baaardzo mi się ta zabawa kolorami podoba :-)

4 drutki nr 2,5 ... i .... kolejne, tu jeszcze przed blokowaniem:
















A w międzyczasie powstaje druga wersja BSJ. Miałam poprawić pierwszy (pomysł podpowiedziała mi koleżanka) ale stwierdziłam, że skoro ma leżeć i czekać na bliżej nie określoną okazję, to go przerobię, bo i tak musi być większy. W końcu Joasia jak odwiedzi ciotkę to będzie miała ponad 8 miesięcy! Czyli duża panna już będzie :-)

A teraz o haftach!
Tak, tak, staram się nie poddawać nastrojom, "dołom" i niepokojom, które mnie zwykle o tej porze roku nękają. A najlepszy na to sposób, to zająć myśli nowymi projektami.

Powolutku, dosłownie po kilka krzyżyków stawiam na moim obrazie z tygrysem, teraz wygląda tak:
















Czyli jestem jeszcze w głębokim lesie z tym projektem, a dosłownie to "w trawie".
Kanwa to 18-tka i dłubię wieczorami, przy sztucznym świetle, więc szybciej się nie da. Oczy szybko mi się męczą.
No i żeby nie było, to od dużego projektu muszą być małe przerywniki ;-)
U mnie to zawsze są i będą kwadraty do Kołderkowa. Co prawda ostatnio nie odważyłam się na zapisowy kwadracik, żeby nie zawalić terminu, ale z ogromną przyjemnością i satysfakcją dłubię kwadraty zapasowe, na które jest zawsze zapotrzebowanie, bo kolejka chorych dzieci czekających na swoją wymarzoną przytulankę niezmiennie jest długa.
Jakiś czas temu skończyłam Kornelię, którą nie zdążyłam się jeszcze pochwalić:















Na razie czeka w szufladzie. Dołączyła do niej kocia rodzinka, o której ostatnio pisałam. Kociaki dostały jeszcze wąsy, kwadrat haftowany podpisik i do szuflady!
A wczoraj skończyłam najnowszy przerywnik:
















tak trochę wiosennie i wielkanocnie też :-) ale królik jest jak najbardziej "całoroczny" .


Kite Designer - cały dowcip z moim błędem przy BSJ polega na tym, że zrobiłam go w jakimś 11 rządku robótki i cały sweterek był do sprucia. Całe szczęście że taki mały. "Dorosłego" pewnie bym szybko nie ruszyła żeby poprawić. Koty w nagłówku to nie moje dzieło - niestety to tylko symulacja komputerowa. Zresztą ten hafcik mam na długiej liście "koniecznie do wyhaftowania".

niedziela, 8 marca 2009

Gdyby głupota umiała fruwać....

to lewitowałabym w okolicach żyrandola bardzo dłuuugooooo....
bo jak można zrozumieć w opisie wykonania "dodać z obu stron równomiernie po 9 oczek"...?
Oczywiście dodałam z brzegu i wyszło takie cóś:















wcale bólu nie zmniejsza świadomość, że sweterek to tylko "prototyp", bo zupełnie nie umiałam sobie wyobrazić jak mam mierzyć i przeliczać właściwy rozmiar.
Robi się szybko, tyle że jakoś wyobraźnia mnie zawiodła tym razem zupełnie i taka porażka...
Na odreagowanie złości na samą siebie wyciągnęłam kanwę i mulinę, i zabrałam się za haftowanie dawnego projektu - tygryska.